Reklamy i reklamacje

Blog > Komentarze do wpisu

Zrobieni w ba... nana!

Chiquita miała ostatnio dość dobrą prasę. Np. podczas zeszłorocznej Nocy Reklamożerców sympatię zyskały sobie jej spoty, w których przedstawiała się jako firma zaangażowana społecznie. Teraz - za sprawą wyroku waszyngtońskiego sądu - jej czarna historia znów wychodzi na jaw, pomimo intensywnych zabiegów specjalistów koncernu od reklamy i PR.

Chiquita Brands International, międzynarodowy gigant produkcji i handlu owocami tropikalnymi (gł. bananami) z siedzibą w Cincinnati (stan Ohio), to nowe wcielenie United Fruit Company, symbolu neokolonializmu XX w. UFC przez lata miała faktyczny monopol w wielu państwach Ameryki Łacińskiej, zwykle niestabilnych, skorumpowanych dyktaturach. To właśnie praktyki koncernu sprawiły, że tego typu państwa zaczęto nazywać "bananowymi republikami". CIA często mniej miała w nich do powiedzenia niż bananowy potentat.

W 1998 r. wybuchła "sprawa Michaela Gallagera". Ten dziennikarz "The Cincinnati Enquirer" opublikował demaskatorski materiał, w którym zarzucał koncernowi fatalne traktowanie robotników na plantacjach, niszczenie środowiska naturalnego, dawanie łapówek lokalnym kacykom i współudział w handlu kokainą.

Chiquita oddała sprawę do sądu, gdy okazało się, że autor tekstu nielegalnie włamał się do systemu komunikacyjnego firmy. Po szybkiej rozprawie gazeta przeprosiła, zwolniła Gallagera i zgodziła się wypłacić koncernowi wysokie odszkodowanie. Sprawa jednak budziła wątpliwości ze względu na osobę prokuratora, sprzyjającego koncernowi. A także dlatego że same oskarżenia dziennikarza zeszły na drugi plan.

W 2002 r. organizacja obrońców praw człowieka Human Rights Watch zarzuciła Chiquicie zatrudnianie w Ekwadorze dzieci (nawet poniżej 10 roku życia) i ich pracę w trudnych warunkach (przy toksycznych nawozach, przenoszeniu ciężarów albo z ostrymi narzędziami). Dorośli pracownicy pod groźbą zwolnienia nie mogli tworzyć związków zawodowych, ani do nich wstępować.

Chiquita nie od razu odniosła się do tych zarzutów, zintensyfikowała za to prace nad swoim wizerunkiem. W myśl modnej od ładnych paru lat "społecznej odpowiedzialności biznesu" (ang. corporate social responsibility, w skrócie CSR), włączyła się w działalność społeczną, przestępując do Rainforest Alliance, grupy chroniącej lasy tropikalne i promującej „zrównoważony rozwój" w Ameryce Łacińskiej. Do tych właśnie działań nawiązują reklamy, które tak się podobały zeszłorocznym reklamożercom.


Chiquita jako obrońca lasów tropikalnych x3

W 2004 r. Chiquita za swoje "społeczne zaangażowanie przeciw biedzie i korupcji" dostała nagrodę od organizacji "The Trust for the Americas". Łatwo jednak przecenić ten fakt. Teoretycznie "The Trust..." jest afiliowany przy Organizacji Państw Amerykańskich (OPA), takiej uboższej krewnej naszej Unii Europejskiej, mającej integrować państwa obu Ameryk. Ale wystarczy rzut oka na szefostwo tej organizacji, by nabrać podejrzeń, że jest to przedsięwzięcie nakręcane przez wielkie koncerny, które szukają ratunku dla swojej nadwerężonej reputacji. A taka nagroda doskonale się nadaje do chwalenia się nią wszem i wobec.

Dobra passa Chiquity skończyła się jednak w marcu br. Sąd w Waszyngtonie uznał Chiquita Brands winną finansowania prawicowych bojówek w Kolumbii. Koncern twierdził, że dawał pieniądze, by zagwarantować bezpieczeństwo swoich robotników. Sędziowie nie dali wiary tym wyjaśnieniom. Chiquita nie sponsorowała bowiem agencji ochroniarskiej, ale Autodefensas Unidas de Colombia (AUC), najbardziej krwawą kolumbijską partyzantkę, broniąca interesów bogatej elity i narkotykowych bossów. Oddziały AUC likwidowały związkowców i działaczy legalnej lewicy, ale nie wahały się też mordować całych wiosek, jeśli np. stały na drodze do zakładania nowych pól koki.

Amerykański ambasador w Bogocie, William Wood, wyraził zadowolenie z ujawnienia powiązań między AUC i Chiquitą. Cieszyli się też sami Kolumbijczycy, choć 25 mln USD grzywny, którą sąd wymierzył Chiquicie, nie wpłynie na konta ofiar AUC i ich rodzin, lecz do amerykańskiego budżetu. Ale najważniejsze, że konsumenci wreszcie dowiedzieli się, gdzie naprawdę trafiają pieniądze, które wydają na banany Chiquita.

sobota, 21 lipca 2007, billbordowy

Polecane wpisy

  • Nie kijem go, to piarem

    W najbliższą sobotę w Poznaniu odbędzie się happening na rzecz bojkotu Coca-Coli. Ciekawe, czy i tam dotrą służby PR koncernu, którym niedawno przyszło prowadzi

  • Cola drąży skałę

    Coca-Colę piłem i będę pił. Nie obnoszę się z tym jednak, bo i nie ma się czym chwalić. I to już jest, jak sądzę, całkiem skuteczny „bojkot”. Chyba

  • Tic tac - czegoś brak

    Mało kto wie, choć rzecz to warta nagłośnienia, że marka Tic Tac jest sponsorem pierwszego w Polsce rollercoastera z prawdziwego zdarzenia. Szkoda tylko, że sam

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: